Tak, trudne relacje to po prostu najcenniejsze lekcje życia.

Ale jeśli pojawia się agresja i krzywda  – odejdź.

Wypisz się z kursu.

Lekcja zakończona.

*

Oto matematyka wyborów:

Jeśli nie wiesz, co dalej zrobić, przez chwilę nie rób nic.

Potem nie rób tego, czego na pewno nie chcesz.

To co zostanie, to jest to, co możesz na teraz.

Z czasem dodasz do tego jeszcze coś.

Wynikiem będzie to, czego pragniesz od zawsze.

*

Poznawanie siebie to jak zabawa w chowanego – najlepsze jest nie szukanie, a znajdowanie.

*

Zaproś swoją Duszę do Domu, Ego poproś, by poczekało za drzwiami.

*

Nauczono nas wszystko oceniać, szacować, interpretować, nazywać, planować; kazano wszystkiemu podołać i walczyć o „widoczne efekty”.
Tymczasem, SERCE rządzi się zupełnie innymi prawami…
Nie ma ich w ogóle…!

*

„- Opowiem ci coś – nie dawała za wygraną Lenka – parę tygodni temu splątało mi się razem kilka cennych łańcuszków. To jeden z uroków podróżowania! W każdym razie: przez kilka dni, w każdej wolnej minucie próbowałam je rozsupłać. I wiesz co? Gdy byłam już zupełnie zrezygnowana i wkurzona, zaczęłam je tarmosić i tym samym spłatałam je jeszcze bardziej. I co się okazało? Po tym splątaniu wystarczyło wykonać kilka ruchów i łańcuszki oddzieliły się same…
Przez Ady usta przemknął blady uśmiech.
– Życie jest skomplikowana samo w sobie. I czasem jedyną drogą ewakuacyjną jest skomplikowanie go jeszcze bardziej.”

cytat z książki ZAMIEŃMY SIĘ, Ewa Gyurkovich

*

Rada dla pisarzy: chcecie dobrze żyć z innymi? Mówcie do nich prościej, niż piszecie!

*

Najtrudniejsza jest pierwsza połowa drogi w nieznane, w drugiej połowie czujesz ulgę, a gdy trafisz do celu – nie martwisz się już jak wrócisz i czy w ogóle wrócisz. Masz tylko jedną myśl w głowie – czemu zrobiłam to dopiero teraz?! Na co czekałam? Na odwagę? Przecież odwaga nie pojawia się sama, najpierw musi być odważny czyn, a do tego często wystarczy wiara w siebie. W to, że cokolwiek się stanie, ty dasz radę! Odwaga jest nagrodą, nie środkiem do celu.

*

To nawet nie chodzi o to, kim jestem, bo codziennie mogę być inna. To chodzi o coś ważniejszego: o nauczenie się czerpania z potencjału owego „mogę”.

*

Nie wiesz, jak żyć? To proste! Przypomnij sobie wszystkie rady, jakie ostatnio dawałeś innym i zastosuj je. Bo tak właśnie chciałbyś żyć!

*

Wystarczy chcieć, a nie musieć.

*

Dziś mam dzień „ogrodniczek”. To znaczy, że wkładam ogrodniczki i nadrabiam pracę w zaciszu domu. Tylko ja, praca i ogrodniczki.

*

Dzieci z natury niczego się nie boją. To od nas rodziców zależy, czego i ile będą się bać! Od tego, co im powiemy i co pokażemy swoim zachowaniem. Łatwo jest nastraszyć, by przytrzymać przy sobie, przywiązać do siebie… A dziecko nie jest naszą własnością. I czy tego chcemy, czy nie – każdego dnia staje się coraz bardziej samodzielne i coraz bardziej żyje własnym życiem, dla którego się urodziło. Nie dla nas, ale dla samego siebie. Dodaj mu odwagi, nie hamuj, nie strasz, to proste – wystarczy powiedzieć: idź, nie bój się, jestem zaraz za Tobą…

*

Przez wiele lat miałam pretensje do siebie o to, że na najważniejsze decyzje w moim życiu wpływ miał strach przed byciem samą. Dziś rozumiem już, że ten strach tak naprawdę mnie uratował. Gdyby mi nie towarzyszył, pewnie do dziś byłabym całkiem sama, bez perspektyw na bliskie relacje z kimkolwiek… Dlaczego? Bo bez strachu nie miałabym żadnej motywacji, by wyjść ze swojej skorupy, z bezpiecznego JA, niepotrzebującego niczego, nieustraszonego, samowystarczalnego JA. A może mój strach przed byciem samą nigdy nie istaniał? Może to było tylko pragnienie bliskości…?

*

Zbyt dużo swojego czasu spędzamy, myśląc o innych. Zastanawiając się, jaką mają o nas opinię, ile miejsca zajmujemy w ich życiu, czy nas zranią, czy dadzą nam szczęście…? Nie myślmy tyle o innych. Żyjmy swoim życiem, dając ludziom siebie, ale przede wszystkim – dając siebie samemu sobie.

*

Jedna część mnie boi się zmian, druga część – istnieje dzięki nim. Ta pierwsza część nie umie żyć w niepewności, chowając się wciąż w strefie komfortu, o której ta druga część nawet nie wie…! Ta pierwsza część panikuje w obliczu wyzwań, nowych idei i możliwości, ta druga – oddycha nimi… Nie lekceważę żadnej z tych części siebie. Wierzę, że mogą istnieć w symbiozie, bo przecież bez jednej nie byłoby drugiej… Kocham swoją odwagę i apetyt na zmianę, ale kocham też strach i potrzebę bezpieczeństwa, stałości. Wierzę, że nie chodzi o to, by akceptować w sobie tylko to, co wydaje się łatwe i przydatne, ale też by uczynić przydatnym i łatwym wszystko to, co trudno zaakceptować.

*

Urodziłam się w Bieszczadach i dopiero po trzydziestu latach po raz pierwszy weszłam na Caryńską od strony Caryńskiej (czerwonym szlakiem) – było ciężko. Bolały nogi, chmurzyło się, wiało, skończyła się woda do picia, straszyła też perspektywa spotkania dzika… Wejście na szczyt było dla mnie wyjściem ze strefy komfortu. Co ciekawe – póki nie widziałam szczytu, pędziłam jak oszalała, zmotywowana i zawzięta. Jak tylko zobaczyłam szczyt – zapragnęłam zawracać. Oczywiście zignorowałam to i szłam dalej. Ale dało mi to do myślenia – dlaczego tak często rezygnujemy, gdy jesteśmy tak blisko? Gdy widać już cel? Boimy się, że się nie uda, czy że się uda…?

*

Z serii: „szalona miłość”:
ja: Iguś, kocham Cię.
Iga: Mamuś. A ja Cię tak kocham, że aż nie wiem co z Tobą zrobić! Chyba Cię zjem i nigdy w życiu już nie zrobię kupy…!!!!

*

Z cyklu „mądrości 7-latki”:
Iga, jedząca kurczaka: Mamo, to my jemy naturę?
Ja: No tak, ale natura się odnawia, tak jest stworzony świat.
Iga: A już wiem, jak to jest, że jemy kurczaki. Po prostu kury rodzą tyle kurcząt, że jest ich za dużo, nie ma na nich już miejsca, więc czasem jakiegoś kurczaka się sprzedaje do jedzenia.
Ja: Hm, może właśnie tak być!
Iga: To ja nie chciałabym być mamą-kurą…

*

Jest piękna, mieni się barwami, światłem i wabi zapachami. Wystarczy ją poczuć, oddać się jej, wyrzec się letniego szaleństwa, zatopić w jesiennej melancholii. Oczyścić ciało. Oczyścić umysł. Oczyścić serce…

*

No proszę, już pierwsza klasa? Jak to możliwe…? Dopiero co się przyzwyczaiłam, że już nie muszę otwierać dla niej drzwi i dokarmiać ją łyżką! Czas mija, czy to widzimy, czy nie. A kiedy go tracimy? Nie gdy pracujemy, czy zajmujemy się domem, ale gdy robimy to wszystko, myśląc o czymś innym, nie skupiając uwagi na czynności. Kto z Was robi w ciągu dnia zwykle tylko jedną rzecz na raz? To jest prawie niemożliwe. Jedziemy autem, słuchając muzyki, jemy – czytając, dzwonimy – idąc, myjemy naczynia – myśląc o jutrze, pracujemy – siedząc jednocześnie na fejsie. Przeleciał Wam tydzień? Właśnie dlatego! Mi tak przeleciało sporo z tych 8 lat! Pora zacząć być uważnym, być zawsze TU I TERAZ.

*

Jesienną sobotę można spędzić na różne sposoby. Ja wybrałam się z przyjaciółmi do lasu… Trzy godziny bez Internetu, sieci, prądu, zgiełku… Bez planu, bez myślenia: co dalej…? Obcowanie z naturą to najcudowniejsza forma oczyszczenia, bycia tu i teraz. Dziki las jest najlepszym miejscem na świecie.

*
Im bardziej się spieszymy, tym więcej Wszechświat wysyła sygnałów-psotników, mówiących „zwolnij, bo będzie katastrofa!” No więc zwolniłam, a nawet się zatrzymałam, by… zrobić zdjęcie liściom. W końcu mamy piękna jesień, a kto o tym nie wie, niech… zwolni tempo.

*

Jeśli umiesz zaśpiewać miłosną piosenkę swojemu sercu, swojemu dziecku, które w Tobie drzemie, z pełną szczerością i z całą mocą, to znaczy, że kochasz siebie samego na tyle, by miłość przepełniła Cię, wylała się na zewnątrz i zalała wszystkich, co są blisko Ciebie. Słuchamy codziennie wielu piosenek o miłości i myślimy o kimś – o byłym partnerze, może o obecnym czy przyszłym.
Zaśpiewaj sobie piosenkę o miłości, zaśpiewaj sobie serenadę.

*

Dobry film jest jak podróż: inspiruje, pokazuje inny punkt widzenia, dodaje odwagi i motywacji, napełnia pozytywną energią, oczyszcza i dystansuje.

*

..traktować każdego człowieka, z którym ma się styczność, jak swoje odbicie w lustrze: przeglądnąć się w nim, poprawiać w sobie co trzeba i iść dalej.

*

Waha się.
Każdego dnia.
Pomiędzy miastem a wsią.
Pomiędzy karierą a rodziną.
Pomiędzy towarzystwem a ciszą.
Pomiędzy byciem a byciem sobą.
To, co dziś jest jej pragnieniem, jutro będzie utrapieniem.
To, co dziś ją koi, jutro obudzi lęk.
Ale wstaje co rano, nabiera powietrza i uśmiecha się do odbicia w lustrze.
Kiedyś wszystko się wyjaśni. I chmury też przejdą
.

*

…pytam mój kraj, co u niego, a on na to, że boli go to i to… Że nic się nie poprawiło, a tyle wydał na leki-cud i lekarzy, udających lekarzy… I chciałby się dalej leczyć, ale mówią mu, że wtedy by musiał coś zmienić, coś sam w sobie naprawić, albo chociaż przygotować do kuracji… to podpuszczam, że może wtedy by się udało i doleczyłby nawet te stare schorzenia, nawet te najstarsze, na zawsze „prawie zabliźnione”… ale po co się zmieniać? – on na to. To ja: no tak, lepiej narzekać, że pieniądze nie takie, że na nic nie starcza, że ten ma lepiej, tamten powinien mieć gorzej, że ten to tylko pod siebie robi, a ci z zagranicy to w ogóle nie powinni wracać, bo nie dość, że na kasie spać będą do końca żywota, to jeszcze pracę zabierają tym, co nie mają kasy, a na nią zasługują, inna rzecz, ze też tym, co na nią nie zasługują, bo i tak im wszystko jak po maśle idzie, a niech się pomęczą, choć i tak zasługują bardziej niż ci, co mniej…hejże hej! …kraj patrzy na mnie z pobłażaniem i pyta tylko: a czy ty się w ogóle dobrze czujesz…?

*