Zaczyna się przy ustach
I idzie do samej góry
Tworząc oczu promienie

Dwa słońca
Patrzą prosto na mnie
A ja się rozpuszczam

Mięknę jak lody
Pachnące wanilią i pragnieniami
Zamieniam się w lepki koktajl

Kładzie na mnie swą dłoń
A ja wsiąkam w jego skórę
Odżywiając ją rozkoszą

Wnikam w jego silne ciało
Kończę się i zaczynam
Puchnąć jak drożdżowe bułeczki

Rumienię się rozgrzana
Kładę się na tacy
I szepczę „smacznego”

A on wciąż się tylko uśmiecha
I prosi bym przestała
Zjadać go wzrokiem

 

 

 

 

Podziel się na portalach społecznościowych
(Jeśli nie działa, wyłącz Adblock dla tej strony)