Moja córcia zrobiła mi dziś spontaniczną lekcję dbania o swoje granice wolności!

Jesteśmy w kinie.
Stoję w kolejce do kas, mam być następna więc już obmyślam jak po angielsku zamówię to, co chcę kupić.
„Kątem umysłu” widzę Igę, skaczącą wśród półek z chipsami, machającą wszelkimi kończynami ciała, z podekscytowania, że zaraz obejrzy film, ale też z naturalnej radości dzieciaczka (choć lada chwila „stuknie jej” dziesięć lat), którego wszyscy w sobie mamy.
Odruchowo, tak zwanym mimochodem, mówię do córki:
– Przestań proszę – łagodnie oczywiście.
Iga robi dalej swoje, za to ja dosłownie chwilę później zdaję sobie sprawę z tego, co właśnie zrobiłam…
– Przepraszam Iguś, nie wiem czemu to powiedziałam… Bądź sobą, nie przestawaj!
A Iga spogląda tylko na mnie i wciąż wywijając mówi z uśmiechem, ale też z jakimś takim szacunkiem:
– Spoko mama, wiem, poza tym i tak bym nie przestała…

Dzieci bezustannie przypominają nam, na czym polega życie.

Na byciu w TERAZ i to całym sobą!

Przypominają nam o tym, o czym zapomnieliśmy, gdyż nasze prawdziwe JA zagłuszone zostało przez proces socjalizacji, w wyniku którego wypraliśmy siebie. Wciąż byliśmy strofowani i uczeni, jak się mamy a jak nie mamy zachowywać. Za to nikt nas nie uczył, jak pilnować swoich granic, jak je w ogóle zbudować, przez co nie zawsze umiemy uszanować granice innych.

Nie uczmy dzieci, jak się przystosować do społeczeństwa, ale jak funkcjonować w nim, by nie stracić swojej duszy…

I pozwólmy dzieciom być naszymi nauczycielami! Pozwólmy im przypominać nam, kim jesteśmy w głębi serca – czystą radością, miłością, lekkością, naturalnością…

…życiem!

 

 

 

 

 

Podziel się na portalach społecznościowych
(Jeśli nie działa, wyłącz Adblock dla tej strony)