Dawniej miałam poważny, wręcz notoryczny problem z wyborem. Z podejmowaniem decyzji. Raz nie wiedziałam, czego chciałam, a raz zmieniałam zdanie w pięć minut i decydowałam się na pierwszą-lepszą rzecz/pracę/relację, spełniającą najważniejsze potrzeby czy braki.

Bawiłam się w mapy marzeń, wizualizacje, wysyłanie we Wszechświat intencji. I nic by nie było w tym szkodliwego, gdybym wiedziała, czego dokładnie chcę (precyzując życzenia) i nie zmieniała ciągle pragnień! Wszechświat nie nadążał z manifestacją moich kreacji, robił się chaos i wszystko spełniało się albo na chwilę, albo na pół gwizdka, albo pozornie.

Niestety, tak jest skonstruowane ego. Jest tak mocno związane ze światem materii i uzależnione od „chcenia”, że o zamęt nie trudno.

Pamiętacie taką szaloną komedię „Bruce Wszechmogący”? W jednej z kulminacyjnych scen Bóg mówi do głównego bohatera zdanie, które na lata utkwiło mi w pamięci: „A od kiedy to ludzie wiedzą, czego chcą?”. Swoją drogą, film fajnie pokazał właśnie to zamieszanie, wynikające z manifestowania życzeń ego.

W swoim 32-letnim życiu podjęłam tysiące decyzji na poziomie umysłu. Kierowanych potrzebami, często nieuświadomionymi lękami. Nie chodzi o to, że żałuje, bo wszystko to zaprowadziło mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Chodzi o to, że wiele już o sobie wiem, wyciągnęłam mnóstwo wniosków i oświetliłam wiele ciemnych miejsc w sobie. Wierzę, że świadomość jest po to, by nie popełniać tych samych błędów, by nie wchodzić w te same lekcje życia. Głowa jednak często zapomina, co już nie służy duszy (lub na co choruje ciało).

Jak zatem przestać pragnąć z głowy?

Nie jest to łatwe. Ale dziś czuję, że chodzi o to, by na nowo (albo po raz pierwszy) zaufać swojej intuicji, która jest niczym innym jak głosem duszy. To wszystko ułatwia, odciąża, sprawia, że podejmowanie decyzji staje się lekkie, nie składa się na kilka sprzecznych (metoda prób i błędów) i nie zabiera pokładów energii. A bezustanne szukanie zamienia się w znajdowanie, przyciąganie! I zauważasz, że z dnia na dzień coraz rzadziej strzelasz sobie w kolano decyzjami, które szybko musisz zmienić, bo okazują się zupełnie nietrafione.

U mnie był to wieloletni proces, który w sumie dalej trwa. Dawniej, przez długi czas, chodziłam na terapię, która pomagała mi uleczyć się z traum. Przy okazji pomogła mi poukładać sobie wszystko, rozróżniać emocje od uczuć i pragnienia od zachcianek. Potem sama zaczęłam rozwijać się w kierunku niesienia pomocy innym, stąd terapia ruchem i śmiechem, która jeszcze bardziej mnie otworzyła. W okresie nasilonych trudności w podejmowaniu decyzji sięgnęłam też po literaturę fachową. Jest bardzo dużo książek, traktujących o dylemacie wyboru.

A jak dziś sobie z tym radzę? Oto kilka narzędzi:

  1. Dużo pracuję z kilkoma afirmacjami, by wrócić na drogę serca. A to niektóre z nich: „Mam prawo decydować o sobie i o swoim życiu”, „Jestem ważna, moje szczęście i spełnienie jest ważne”, „Wszystko jest możliwe, mam prawo pragnąć wszystkiego, co jest dla mnie dobre, co sprawia, że moja energia życiowa płynie swobodnie”, „Otwieram się na głos swojego serca”, „Ufam sobie i swoim decyzjom”. Pisałam je wszędzie, gdzie się dało. Umieszczałam na karteczkach samoprzylepnych, które lądowały na lustrze. Czytałam, powtarzałam. Pracowałam nad nimi bardzo sumiennie przez dłuższy czas. I pracuję do dziś.
  1. Tworzę mapy marzeń, ale staram się, by były jak najbardziej konkretne i związane z „jednorazowymi” marzeniami na pograniczu świata materialnego i duchowego, czyli np. wymarzony cel wakacji, konkretny wystrój domu, itd. Kolaże te nie są jednak moimi bibliami, jak dawniej. Nie traktuje ich jako ostateczny wymiernik szczęścia, a jako narzędzie, wspierające szczęśliwe życie. Obecnie wolę siąść i intuicyjnie namalować totalnie abstrakcyjny obraz, przedstawiający moje spełnienie, niż stworzyć kolejną wyklejankę. Patrzenie na niego przyciąga do mojego życia więcej szczęścia, niż wszystkie mapy marzeń razem wzięte.
  2. Na przypadłość „nie wiem czego chcę” wymyśliłam matematykę wyborów, która często ma rację bytu: Jeśli nie wiem, co zrobić, przez chwilę nie robię nic. Potem nie robię tego, czego na pewno nie chcę. To co zostanie, to jest to, co mogę na teraz. Z czasem dodaję do tego jeszcze coś. Wynikiem będzie to, czego pragnę od zawsze (z serca).
  1. Zauważyłam, że nie do końca jest u mnie tak, że jak przychodzi pragnienie szybkiej decyzji, zmiany, to jest to z głowy, a coś, do czego długo dojrzewałam jest z serca. Owszem, częściej decyzje szybkie są podpowiadane przez moje ego (potrzeby, pożądanie, lęki, chęć utrzymania stref komfortu). Ale bywa tak, że biorą się z impulsu, pochodzącego z duszy, czy od światła Wszechświata (np. w wyniku dostrzeżonych w otoczeniu znaków), czyli też w sumie od mojej duszy, bo mój Wszechświat to JA.
  2. Jak rozpoznaję, czy to impuls z wnętrza, czy pragnienie z głowy? Czasem jeszcze nie rozpoznanie, heh, ale gdy mi się to udaje, to dzięki temu, że pytam po prostu siebie (do skutku): co mną kieruje? Wysokie wibracje, czyli uczucia, jak miłość (do siebie lub innych), radość, spokój, spełnienie, odwaga, potrzeba stabilizacji, bezpieczeństwa czy te niższe energie, jak strach, silne emocje, wygoda, potrzeby niskiego rzędu lub te od zawsze niespełnione (braki z dzieciństwa, brak miłości od rodziców, skutkujący brakiem miłości do siebie), korzyści materialne, zemsta, oczekiwania (innych wobec mnie czy siebie wobec mnie, choć często to jedno i to samo), złość, zazdrość, żal, urazy, ból, itd. Od tego zależy, czy w konsekwencjach decyzji moja energia życiowa (duszy) będzie utrzymana, czy zablokowana.
  3. Oczywiście, jeśli czuję, że gdzieś jestem krzywdzona i traktowana z agresją czy brakiem szacunku, to mam prawo kierować się złością czy lękiem, bo właśnie te emocje pomagają mi pilnować moich granic wolności. Mam prawo odejść z tego miejsca. Chodzi o to, by miejsce, do którego pójdę, nie było już przyciągnięte przez te same wibracje (bo to będzie jedynie powtórka z rozrywki). Lepiej więc gdzieś to przeczekać, w miejscu tymczasowym. Odeszłam od pracy, bo było to toksyczne środowisko? Chwilę nie pracuję (albo robię coś dorywczo), zanim znajdę nową posadę. Odeszłam od partnera, bo był agresywny? Daję sobie czas, zanim rozpocznę kolejną relację. I tak dalej, i tak dalej…
  4. Jak nie popaść w skrajność i nie wywierać na sobie za dużej presji typu: muszę za każdym razem decydować z serca? Ja uświadomiłam sobie, że nie jest to prawdą, bo po coś mam głowę i są sprawy, w których serca nie ma potrzeby mieszać, np. wybór trasy samochodowej czy wybór obiadu na dziś. Dałam też sobie przyzwolenie, by się mylić. Jestem tylko człowiekiem a integracja duszy ze światem materialnym nie jest łatwa (dlatego dano nam na to około 80 lat życia). Poza tym, nie ma złych wyborów. Każdy wybór jest dobry, jeśli jestem gotowa na konsekwencje i w pełni oddaje się temu, z radością, zaprzestając walki wewnętrznej „głowa kontra serce”. Każda decyzja jest dobra, gdy już jest podjęta! Na zewnątrz jak i wewnątrz. Zmiana to zmiana. Nie ma złych i dobrych. Ostatecznie, wszystko jest dla naszego rozwoju. Głęboko w to wierzę. Ode mnie zależy tylko, czy ten rozwój będzie trwał kilka lat, czy całe życie (albo kilka żyć…)
  5. Piszę. Dużo piszę w pamiętniku i rozmawiam ze sobą. Dzięki temu dochodzę do różnych świadomych wniosków, rozpracowuje schematy, które rządzą moim życiem, co zwiększa świadomość i zmniejsza prawdopodobieństwo powielania tych samych lekcji.
  6. Istotna wskazówka: ego chce już, natychmiast, albo w ogóle! Wszystko albo nic! (emocje) Serce natomiast może poczekać na odpowiednie okoliczności, warunki. Może częściowo coś zmienić i powoli dążyć do celu, budując tym samym zmianę długotrwałą (uczucia).
  7. Co mówi głos serca? W kółko to samo, od zawsze! Że pragnie być tylko kochane! Że pragnie cieszyć się życiem! Nieważne gdzie, jak, za ile, kiedy, po co dlaczego… Nieważne, jaki jest mój cel, ale ważne, by się oddać w pełni jakiemuś zadaniu. Nieważne, jak chce żyć, ważne, by żyć w tu i teraz, a nie tylko funkcjonować! Nieważne, jakie są moje predyspozycje, ważne, jakie są moje talenty i miłości i co sprawia, że moja dusza śpiewa!
  8. Podjęłam najważniejszą decyzję. O życiu. Że wszystko da się zrobić. Że mogę spełnić marzenia z dzieciństwa, że mogę być kim zawsze miałam być! I stworzyć to, co zawsze było zapisane w misji mojej duszy, a nie do czego zaprogramowano moją głowę. Dlatego nie będę żyć byle jak, byle gdzie, robiąc byle co, oby tylko dobrze zarobić, wyżyć, zdobyć sławę i uznanie, mieć. Podjęłam decyzję, żeby być sobą! I ufam, że nigdy więcej już tej decyzji nie zmienię. I takiej decyzji życzę też Wam! Z całego serca!

Powodzenia Kochani!

Życie jest krótkie, nie zapomnijcie go przeżyć!

 

 

 

 

Podziel się na portalach społecznościowych
(Jeśli nie działa, wyłącz Adblock dla tej strony)