Ta urokliwa, śródziemnomorska wysepka stała się celem mojej zeszłorocznej podróży wakacyjnej. Zawsze z przyjemnością wybieram się na wyspy, gdyż mają wyjątkowe energie, niezakłócone kontynentalnym stylem życia. Wśród wszystkich małych państw świata, Malta z pewnością jest jednym z tych wyjątkowych… Na pewno jest taka dla mnie!

 

Kobieca energia

Sama historia ukazuje, jak niesamowitym miejscem jest ten nadmorski kraj. W czasach prehistorycznych świątynie budowali tu Fenicjanie, Grecy, Rzymianie, Bizantyjczycy, Arabowie, Normanowie, a nawet Sycylijczycy. Malta, Męczona wojnami i podbojami, do końca walczyła i w końcu wywalczyła niepodległość (jak Polska). Zanim to się stało, atakowali ją zewsząd, gdyż jej strategiczne położenie – na samym środku Morza Śródziemnego – i bogactwo świątyń kusiło Turków, Arabów, Włochów, Anglików i Francuzów. Przez jakiś czas wyspę oblegali też piraci. W roku 1964 Malta odzyskała wolność, którą cieszy się do dziś, choć starsi jej mieszkańcy wciąż pamiętają krwawy kolor przybrzeżnych wód…

Valetta

Valetta – stolica Malty

Czytałam historię tego małego państewka przed wyjazdem, a na miejscu słuchałam z zapartym tchem jej szczegółów, podczas wyprawy autobusem „hop on hop off”, na którym można słuchać przewodnika przez słuchawki. Przeszłość Malty, choć bolesna, wydała mi się bardzo ujmująca i piękna, jak kobieta, która dużo przeszła w życiu, mimo tego wciąż dostojnie się uśmiecha, ze spokojem i dumą.

Taka właśnie jest Malta – spokojna, dostojna, dumna i piękna! Każdy budynek, każde miasto jest naznaczone dawną obecnością najeźdźców, którzy zostawili rany. Te rany się jednak zabliźniły i dodają wyspie szlachetności, uroku.

Każdy kamień i każde drzewo emanują tak nieskazitelną energią, mocą, jaką może mieć tylko kobieta, która nigdy się nie poddaje i walczy o samą siebie do końca.

Malta jest dla mnie symbolem wielokrotnych transformacji, które często ocierały się o rozpacz, terror, ból i chaos.

Malta umierała, ale odradzała się na nowo, za każdym razem silniejsza i prawdziwsza. A wszystko to dzięki odwiecznej energii, którą ta wyspa od tysięcy lat oddycha… Kobiecej energii…

Tajemnice Malty

To, co sprawia, że wysepka ta jest bliska memu sercu, to starożytna maltańska tradycja oddawania czci bogini. Nie któremuś z bogów słońca czy bóstwu, a bogini! Oprócz świętowanej kobiecości, ważnym elementem tutejszego, prehistorycznego kultu był wiatr, czy też powietrze – mój żywioł!

Z tą wyspą kojarzą się romantyczne legendy o zaginionym Graalu czy o zatopionej Atlantydzie. Z tego powodu Malta od lat jest miejscem duchowych misji „wtajemniczonych” grup. Twórczyni uzdrawiającej metody Soul Body Fusion, Jonette Crowley, w 2007 roku rozbudziła tam, wraz ze swoją ekspedycją, żywioł powietrza. Jej książka (nosząca tytuł po nowatorskiej metodzie) dodatkowo zachęciła mnie do podróży na Maltę. Misja Jonette miała za zadanie obudzić Kody Graala, potrzebne świadomości na drodze oświecenia.

Zaginiona Atlantyda… Jak nie tu, to nie wiem gdzie! Malta jest tak mistyczna i pełna kontrastów, a przy tym taka uduchowiona (katolicko co prawda – co wieczór msze i fajerwerki przy kościołach – ale jednak) i pełna jakiejś nieziemskiej mocy! Tak, Atlantyda! Czemu nie? Według badaczy, Malta mogła być centrum administracyjnym tej legendarnej, wysoko rozwiniętej cywilizacji epoki lodowcowej. Przypuszcza się też, że układ trzydziestu sześciu megalitycznych struktur z bloków piaskowca, znajdujących się zarówno na powierzchni maltańskich wysp (Malta, Gozo i Camino), jak i pod ich wodami, może mieć nawet ponad pięćdziesiąt tysięcy lat…!

Jedną z pamiątek, jakie przywiozłam z Malty, jest bransoletka, czerwona, z kosteczkami, a na każdej litera: M A L T A. Klocuszek M pewnego razu mi się zgubił i raz przez przypadek – a w te nie wierzę – włożyłam bransoletkę odwrotnie, tak, że przed oczami miałam napis: A T L A…

Miejsca mocy

Przede wszystkim świątynie,  które są jedne z najstarszych na Ziemi, starsze nawet od piramid w Gizie czy angielskich Stonehenge.

Na pewno warto zajrzeć do miejscowości Mosta, gdzie jest piękna, okazała rotunda – Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP. Cudo! Już na stracie, zanim do niej weszłam, zrobił na mnie wrażenie fakt, że Mosta położona jest w samym środku wyspy, a świątynia ta ponoć w samym środku miasteczka… Środek środka! To nie wszystko – Malta leży przecież w centralnej części Morza Śródziemnego! Wow!

Weszłam do ogromnej rotundy, podekscytowana. Od razu podeszłam do samego przodu, żeby stanąć pod jedną z trzech największych na świecie niepodpartych kopuł! Coś pięknego! A jakie wzory – istna, przedwieczna mandala! Do tej pory mam w telefonie na tapecie zdjęcie kopuły, robione od dołu.

rotunda

Kopuła rotundy

W książce, napisanej przez wspomnianą wcześniej Jonette, czytamy:

„Zaprojektowanie kościoła katolickiego w formie rotundy, zamiast tradycyjnego planu krzyża, było rewolucyjne w połowie XIX w. Z punktu widzenia świętej architektury, kopuły często oznaczały moc kobiecego pierwiastka”.

Nic dziwnego, do dziś koło kojarzy się z kobiecością, gametą (komórką jajową), Matką Ziemią. W tamtych czasach okrągły kształt kościoła chrześcijańskiego był nie do przyjęcia, dlatego biskup nie chciał się zgodzić na projekt. Ale mieszkańcy go odwołali z funkcji i świątynia powstała według planu! Mało tego, przedtem w tym miejscu stał piętnastowieczny kościół, a wcześniej pewnie była tu jeszcze inna świątynia… Twierdzi się, że architekt rotundy miał świadomość, że to święta ziemia, pozostała po legendarnej cywilizacji atlantydzkiej, stąd tak nietypowy, a zarazem tak energetycznie harmoniczny projekt!

Jak o tym piszę, to się tylko zastanawiam – dlaczego tak uwielbiam malować kropki i koła…? Hm… 😉

Ale jest jeszcze inny, równie wspaniały fakt, dotyczący właśnie tej rotundy! Otóż, podczas drugiej wojny światowej kościół został poważnie zbombardowany przez niemieckie siły powietrzne i co…? Żadna bomba nie wybuchła! Ponoć przechowują wszystkie w zakrystii… Do dziś uważa się, że był to cud boski, a nawet maryjny. Pomyślcie, ile ochronnej mocy musi być w tym miejscu, w tym samym środku środa środka…!

Doszukując się więcej wskazówek w legendach, natknęłam się na teorię, według której pod murami tej właśnie rotundy spoczywa Bogini Atlantydy.

Ja sama przeżyłam bardzo wyjątkowy czas w tej świątyni… Bycie tam jest modlitwą samą w sobie…!

Kolejna, warta odwiedzenia, prehistoryczna tym razem świątynia, znajduje się w Paoli. Hypogeum nie zawsze jest otwarte – warto dowiedzieć się wcześniej. Podziemna świątynia została przypadkowo odkryta w 1902 roku i szybko trafiła na listę UNESCO. Małe, okrągłe komnaty i kopuły sprawiają wrażenie kobiecej obecności.

W głównej komorze znaleziono figurki przysadzistej, śpiącej bogini, nazwane potem symbolami płodności i przewiezione do muzeum w stolicy – do Valetty. Wielu badaczy przekonanych jest, że figurka przedstawia właśnie Ashtatarę, Królową Atlantydy… Rzekomą żonę Boga Ra (lub Posejdona czy Rama, jak kto woli). Malta miała być ich główną siedzibą. Uduchowieni badacze wierzą, że to właśnie ta królewska, boska (pochodząca z innej planety) para przekazała ludziom w genach „gwiezdną mądrość”, którą można poznać tylko sercem – Kody Graala…

Crowley dokonała mistycznego objawienia, które mówi, że te kody mamy w sobie wszyscy (w uśpionych warstwach DNA), wystarczy je obudzić… Że Graal to nie tylko kielich Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, czy linia rodu Jezusa i Marii Magdaleny… Święty Graal to my, ludzie. A kody, to nasze przebudzenie, nasze oświecenie, „miłość, która jest oddechem Boga…”. Metoda Soul Body Fusion ma stanowić sposób na ponowne połączenie z naszą boską spuścizną (utracone podczas chociażby traumatycznych przeżyć czy przez tryb życia silnie związany z ego), na powrót do domu – duszy do ciała, fizycznego kielicha… Jest to proste ćwiczenie, polegające na odpowiedniej intencji i skupieniu się na ciele przez dziesięć minut. I to właśnie Malta stała się jego kolebką.

Hm… Gdy czytałam o Ashtatarze to przeszły mnie ciarki… W Irlandii mieszkałam w ASHtown, a pracowałam na TARZE – prehistorycznym miejscu mocy. Na Tarze od ośmiu już pokoleń mieszka też rodzina mojej córki od strony jej taty…

Wracając na ziemię, a konkretnie, na maltańską ziemię, chciałabym polecić Wam jeszcze kilka innych miejsc mocy.

Prehistoryczne świątynie: Hagar Qim i Mnajdra (położone w jednej lokalizacji, w pobliżu morza). Ruiny w świetnym stanie, odczuwalna energia i tajemnica pradawnego ludu, który tutaj odprawiał swoje rytuały.

malta2

Świątynia Hagar Qim

Mocnym dla mnie przeżyciem było także odwiedzenie Sanktuarium Ta’Pinu na wysepce Gozo. Kościół, w którym według legendy znajduje się prastara kapliczka (teraz stanowi ołtarz). Niepozornej kapliczki podobno nie dało się zburzyć, a każdy, kto próbował, łamał sobie ręce. Dlatego wybudowano świątynię wokół niej! Sanktuarium słynie z cudownych ozdrowień, dlatego jest często celem pielgrzymek. W bocznej części kościoła znajduje się pokój, cały od podłogi po sufit pokryty zdjęciami osób, które dzięki modlitwie w tym właśnie świętym gmachu szczęśliwie wyleczyły się z choroby. Samo to pomieszczenie ma niesamowitą energię!

Tak naprawdę każdy kościół (i nie tylko na Malcie) jest miejscem mocy, bo pradawne ludy, mając większą świadomość, wznosiły świątynie właśnie w miejsca wielkich energii… Kiedy byłam na Malcie, wchodziłam do każdego kościoła, który akurat był w pobliżu. Choć na chwilę. To jak promień słońca w pochmurny dzień – każdy się liczy!

Trochę bardziej turystycznie

Co jeszcze warto zobaczyć? Na pewno Valettę – piękną stolicę na wzgórzu, otoczoną wysokimi murami. Uliczki w tym mieście są szalenie strome, a każdy piaskowy mur, każda świątynia i ruina emanują mocą przetrwania. W Valetcie polecam też park na wzgórzu, otoczonym fortyfikacjami, a także muzeum archeologiczne, no i cudne knajpki, nocą 😉

Na drugiej co do wielkości maltańskiej wysepce, Gozo, jest słynne Azure Window – „okno” w ogromnym, przybrzeżnym klifie. Robi wrażenie jakiegoś portalu, może nim jest…?

Azure Window

Azure Window

Spokojne i orzeźwiające miejsce – Ogrody San Anton. Piękna miejscowość Roman Villa, również naznaczona historią, rejs po Blue Grotto – nieziemskie jaskinie podwodne!

Plaże? Jasne! Na pewno dziewicza Blue Lagune na wysepce Camino – mnóstwo rejsów na Camino jest organizowanych z każdej części głównej wyspy, Malty. Na Gozo – ekstra plaża Rambla Bay, z cieplutką wodą i czerwonym piaskiem! Nad tą plażą znajduje się też jaskinia Odyseusza – według legendy, to w niej bohater Odysei był przez osiem lat karmiony przez bogini Kalipso pokarmem bogów… – niebiańską miłością! 😀

Godna polecenia jest również Golden Bay, na której ponoć nagrywano sceny „Troi”, ale plażą, na której spędziliśmy najwięcej czasu, była dzika Paradise Bay. Potrafiliśmy przejechać półtorej godziny w zatłoczonym, dusznym autobusie, żeby tylko się tam znaleźć, choć na chwilę!

Blue Lagune, Camino

Blue Lagune, Camino

Ludzie, klimaty

Mieszkańcy Malty są bardzo mili, uśmiechnięci i mocno opaleni! Atmosfera jest lekka, beztroska i jednak nastawiona na turystów. W języku angielskim porozmawiacie nawet z sędziwymi tubylcami. Wszędzie, na każdym kroku, sklepy z pamiątkami, plażowymi akcesoriami, a także agenci, sprzedający wycieczki i rejsy. Także nie martwcie się, że nie uda Wam się znaleźć jakiejś wycieczki – ona znajdzie Was! Oczywiście my byliśmy w sezonie letnim, nie wiem jak jest zimą.

Zimną na pewno jest bardziej zielono i mnóstwo kwiatów! Istna wiosna! Temperatura około 15 stopni, zaś latem sięga nawet do 40.

W sezonie polecam rejsy imprezowe – taniec na statku, o zachodzie słońca – super przygoda! Są też kościelne festiwale i te fajerwerki! Maltańczycy siedzą do późna w restauracjach i późno jedzą, więc kolacja o dziesiątej w nocy to żaden problem. A w stolicy (nie wiem, czy dalej) jest restauracja i klub na dźwigu, który wynosi ten nietypowy taras na wysokość co najmniej stu metrów!

Festiwal kościelny

Festiwal kościelny

Nie skusiliśmy się, natomiast dłuższą chwilę obserwowaliśmy, jak restauracja wjeżdża do góry i zjeżdża na dół. Pamiętam, że gdy jeszcze się zastanawialiśmy, czy nie odważyć się na tę szaloną atrakcję, podeszła do nas rdzenna mieszkanka, siwiutka i drobna Maltanka. Zagadała do nas o godzinę, a potem skomentowała właśnie tą restaurację, mówiąc coś w stylu: „czego ludzie nie wymyślą, żeby zagłuszyć przeszłość…”

Elegancka staruszka, patrząc mi (i tylko mi, męża jakby nie widziała) prosto w oczy, opowiedziała o tym, jak cała woda na wybrzeżu przy stolicy była czerwona od krwi… Jak jej brat umarł na statku, z głodu… Jak to medalion Maryi uratował kogoś z jej rodziny… Mówiła to wzruszona, ale łzawiło jej tylko LEWE oko… Patrzyła na mnie tak, jakby czuła, że rozumiem. To była niesamowita scena. Jej wzrok był hipnotyzujący, pełen bólu i miłości.

Przed odejściem życzyła nam bezpiecznej wycieczki i tego, co najlepsze. I poleciła nam cukiernię obok fortyfikacji.

Oczywiście zajrzeliśmy do tej cukierni w parku, na wzgórzu i przy maltańskim ciasteczku patrzyliśmy na światła miasta i portu, który nie tylko krwią, ale i łzami był zalany, i to nie jeden raz…

Malta…

 

Nasz filmik z wyprawy

 

 

 

 

Podziel się na portalach społecznościowych
(Jeśli nie działa, wyłącz Adblock dla tej strony)